czwartek, 5 stycznia 2017

No Sun, no Moon, no Sign

 Wyszłam przed budynek biblioteki, starając się opatulić kurtką jak najszczelniej przed panującym na zewnątrz mrozem. Zapaliłam papierosa, zapatrzona w mijające mnie samochody. Jeden, drugi, trzeci.
 Łzy zaczęły szczypać mnie pod powiekami. Bo, cholera, znów tak blisko, a tak daleko… Cholerne stypendium, pieprzona strona z podpisem…

  Mam tylko dwadzieścia jeden lat!, tłucze mi się po głowie. Za dużo dla mnie tego stresu. Za dużo ‘dorosłego życia’. Za dużo udawania silnej…

 Tak cholernie zazdroszczę wszystkim swoim rówieśnikom, którzy mogą jeszcze mieszkać z rodzicami… albo przynajmniej nie tak daleko od nich. A ja… zwłaszcza w chwilach takich jak ta, czuję się tak cholernie samotna w tym, na swój sposób obcym, kraju. Bo niby mam swoją bratnią duszę, najlepszą przyjaciółkę Jordan. Mam kilku bliższych i dalszych przyjaciół z uczelni. Ale jednak… kiedy wrócę dzisiejszą nocą do domu, nie będę mogła, jak dziecko, przytulić się do Mamy, wypłakać się w Jej ramię. Nie będę mogła wyciągnąć Jej na papierosa. Zwierzyć się ze swoich strachów, stresów…

 Nie chcę już słyszeć tych samych fraz: ‘Bądź silna!’, ‘Nie poddawaj się!’, ‘Walcz o swoje, nie daj się!’… Mdli mnie już od nich… Podobnie jak od dymu papierosowego… Nie powinnam zresztą palić ze wzgledu na problemy zdrowotne, ale…

 Kolejny papieros. Dzisiaj nie obchodzi mnie zdrowie. Dotłuczę się spowrotem do Luton, albo znów zemdleję w pociągu, jak w tamtą październikową noc, gdy w stresie wypaliłam trzy mocne papierosy naraz i zajadłam je tabliczką za słodkiej czekolady.

 Dzisiaj nie będę dorosła… Może nie będę musiała być też jutro…



P.S. I Kochani, nie chcę owijać w bawełne – nie umiem prowadzic bloga, jednoczesnie studiując i pracując w weekendy. Może to bariera językowa, bo jednak już nawet myślę bardziej po angielsku niż po polsku… A może po prostu inna hierarchia wartosci…

 Tak czy inaczej, styczniowe egzaminy i zaliczenia zbliżają się wielkimi krokami, mam dwie dodatkowe prace na uczelni, naukę ogólnie, bo pomimo ostatnich ‘stanów depresyjnych’ z pewnych ambicji nie chcę zrezygnować. Więc podejrzewam, że do połowy kwietnia nic tutaj się nie pojawi. Ale ja będę do Was napewno zaglądać, może nawet zostawię po sobie komentarz od czasu do czasu. Mam nadzieję, ze zrozumiecie.


P.S. II Asiu, wiem, ze nominowałaś mnie do swojej sławnej Nominacji Dobrej Mysli, ale no… nie umiem sie z tego wywiązać na chwilę obecną. Ale… może jak wrócę z kolejnym postem na wiosnę? Przepraszam…



1 komentarz:

  1. Ja z kolei chciałabym w końcu nie mieszkać z rodzicami. Nie wiem, może po jakimś czasie miałabym podobne przemyślenia do Twoich, ale chciałabym w końcu żyć totalnie po swojemu.

    OdpowiedzUsuń